Forum Stajenka Strona Główna Stajenka
Miejsce, którego nam brakowało :)
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

co jest najwaznijesze w pracy z końmi ... ?
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Stajenka Strona Główna -> Boks 1: BIEGALNIA
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hugh_h
Nie kapelusz zdobi kowboja ;)


Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 966
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: k.Radzymina
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:23, 15 Lut 2007    Temat postu: co jest najwaznijesze w pracy z końmi ... ?

kiedyś o tym pisałem przy okazji pracy z dukem co dlamnie jest ważne i jak ja to postrzegam, a teraz tak dochodzę do wniosku że zupełnie fundamentalną podstawową podstawą jest spokój i opanowanie, że bez tego efekty będa mierna ablo żadne.
opanowanie = umieć powstrzymać czasami złości, strach radość,
złość że się nie udaje, strach gdy wiadomo z jaką reakcją konia może się spotkać nasze działanie, i chyba też zbytni entuzjazm i radość aby np. nie zapędzić się z ćwiczeniami które się udały za daleko i za wcześnie, lub zbyt intensywnie

oczywiście jest mnóstwo ważnych rzeczy ale gdybyście mieli wybrać ta jedną jedyna dla was najważniejszą, wręcz podstawową i niezbędna przy nauce i szkoleniu koni? to co by to było? ja stawiam na spokój w sensie opanowania emocji, bo wtedy nad wszystkim panujemy i możemy dążyć do naszego celu.

więc co to jest to coś tak ważnego według was ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
nongie



Dołączył: 18 Lis 2005
Posty: 9086
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: woj.opolskie

PostWysłany: Czw 14:31, 15 Lut 2007    Temat postu:

Wyczucie.
Zeby wyczuć ten moment kiedy trzeba zareagować i zareagować odpowiednio.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
martik
-admin z przypadku-


Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 9231
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Czekolandia
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:07, 17 Lut 2007    Temat postu:

Byź może jestem na świeżo pod wpływem książki Pana Krzysztofa Skorupskiego, ale również przychylam się do zdania Nongie.
W pracy z koniem najważniejsze jest dla mnie wyczucie. Wyczucie jeździeckie pozwala na prawidłową pracę z koniem, na dobrze dopasowany zestaw ćwiczeń, na nagrodę i karę w dobrym momencie i w odpowiednim nasileniu!!!
Przeczytałam ten fragment i to, co sobie nim uświadomiłam poraziło mnie niesamowicie. Sami zobaczcie:

"Ważnymi właściwościami kary, oprócz jej siły, jest moment jej wystąpienia i czas jej trwania. Wyobraźmy sobie, że koń dotknął wargami czegoś gorącego. Nietrudno przewidzieć skutek: odruch bezwarunkowy spowoduje gwałtowne cofnięcie pyska i gorąco przestanie działać. Jest to tak naturalne, że koń nawet się nie zestresuje, a w przyszłości będzie uważał, aby powtórnie tego nie zrobić. Co się natomiast stanie, jeżeli coś gorącego przyklei mu się do pyska? Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że koń rzuci się, będzie z tym walczył, chcąc się tego pozbyć. W tej sytuacji najprawdopodobniej zapamięta reakcję, dzięki której nastąpi przerwanie oddziaływania gorąca i w podobnych sytuacjach reakcję tę będzie usilnie powtarzać.
Na ujeżdżalni zachowa się tak samo, wystarczy tylko zamienić to gorące "coś" na stosowaną przez jeźdźca karę. Przeprowadziwszy takie rozumowanie, z łatwością pojmiemy działanie kary oraz to, od czego zależy jej skutek, jak ją powinniśmy stosować i w jakim czasie, kiedy przerwać, i co będzie, jeżeli jeździec nie "odklei się" we właściwym czasie. Prawdopodobnie do tej pory nie zastanawialiśmy się, ile można narobić szkody przeciąganiem kary."


Przyznam szczerze, z niecierpliwością oczekuję momentu, w którym będę mogła powiedzieć o sobie, że mam jakieś tam wyczucie jeździeckie. Teraz bywa niestety różnie Smutny Nie zawsze potrafię odczytać emocje konia, nie zawsze dobrze go rozumiem.
Wymierzając karę nie zawsze jestem pewna, czy jest ona adekwatna do "przewinienia". Często chwalę za błędy :| Zupełnie nieświadomie.
Kurcze, teraz tak się zastanawiam, że wyczucie jeździeckie to przynajmniej 80% sukcesu w porozumieniu z koniem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hugh_h
Nie kapelusz zdobi kowboja ;)


Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 966
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: k.Radzymina
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:10, 18 Lut 2007    Temat postu:

no ja nie będę się bardzo upierał przy swoim, ale co mi po wyczuciu, czy doskonałych planach pracy z koniem, jeżeli nie będę spokojnie myślał i nie panował nad emocjami to nic z tego wyczucia chyba nie wyjdzie ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
nongie



Dołączył: 18 Lis 2005
Posty: 9086
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: woj.opolskie

PostWysłany: Wto 14:57, 20 Lut 2007    Temat postu:

hugh_h napisał:
jeżeli nie będę spokojnie myślał i nie panował nad emocjami to nic z tego wyczucia chyba nie wyjdzie ?


Jasne, jeśli emocje Cię poniosą to bedziesz zbyt zajety sobą zeby się w konia wsłuchać i wyczuć.
No chyba, ze wasze emocje się zestroją, wtedy będzie szał uniesień Mruga

Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
PIEGON



Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 144
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 17:12, 20 Lut 2007    Temat postu:

Ja staram się zawsze maksymalnie wyluzować.... Wesoly Jak siedze na Iskrze nie mogę być spięta. Momentalnie się jej to udziela. Zaczęłam podchodzić do jazdy jak do jakiegoś rytuału relaksacji hiih.... skupienie i jednocześnie spokój....zgadzam sie z hugh_h że emocje są najważniejsze. To właśnie dzięki nim powstaje nasza więz... Spojrzenie, nabranie powietrza lub zwykły gest jest dla iskry kolejnym poleceniem odemnie. Muszę panować nad sobą bo inaczej koń zle odczyta moje zamiary....
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
martik
-admin z przypadku-


Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 9231
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Czekolandia
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 11:54, 21 Lut 2007    Temat postu:

Piegon, a co robisz jak się zestresujesz na Iskrze? No bo takie sytuacje też muszą Ci się przytrafiać... Jak Iskra chodzi teraz w terenie? Pamiętam, że Promyl miała czasami z nią problem. A jak jest teraz?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
PIEGON



Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 144
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 13:49, 21 Lut 2007    Temat postu:

PIEGON napisał:
Owszem...takie sytacje sie zdarzają Po ostatniej mam jeszcze ślad na czole ( mała ryska ). Iskra ma problem w terenie...a może to my go mamy... Czasem jest cudownie a czasem zachwuje się jak by była " nie obecna" zdarza jej się wleśc w drzewo ups kiedyś miała takie problemy na padoku. Była bardzo podekscytowana przestrzenią. Teraz przyszła pora na teren... Jade, albo ide z nią z ręki do lasu i wsiadam stoimy tak sobie i sie rozglądamy. Jak tylko Iskra ruszy to zeskakuje i cofam ją z ziemi. ( Oczywiście wszystko na kantarze sznurkowym) Potem znowu wsiadam i sobie stoimy. Myśle że to ją uspokaja....a co uspokaja mnie? Ostatnio jak ruszyła to poprostu nie zdąrzyłam zeskoczyć...poleciałyśmy szlonym galopem w największe chaszcze.... mój sposób: śpiewam ( hihi może jakby ktoś z boku to zobaczył to wziął by mnie za wariata), wypuszczam powietrze i ufam...nie wiem komu...chyba przeznaczeniu. Kiedy z niej zsiadłam otarłam zakrwawione czoło( bo po co kask...taki chojrak ze mnie:) ) Cofnęłam ją, wróciłam do miejsca z którego wyruszyłyśmy i ....wycałowałam konia, wygłaskałam a potem od nowa..... Iskra wymaga cierpliości...

Zdarzają nam sie miłe tereny. Ale to jeszcze nie to... Narazie cieszę się że Iskra mnie zaakceptowała ( jest dość wybredna i jak ktos jej sie nie podoba to długo na niej nie posiedzi...ba nawet pogłaskać sie nie da). A gdy przybiega do mnie z łąki na gwizd i chodzi za mną jak pies to zawsze jej wszystko wybaczam...
Wkleje nasze zdjęcie z terenu bo tak jakoś mi sie za nią stęskniłoWesoly :


Zawsze( tzn. od kiedy przewróciłam sie z ukochanym koniem...następstwem było szycie nogi konia) jak czuje że nie dam rady z siodła - zsiadam, czując grunt pod nogami jestem bardziej zdecydowana i spokojna... Różnie to bywa bo czasami pomaga "wysiedzenie" wybryków konia, ale tylko wtedy gdy jestem pewna tego co robie:)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
martik
-admin z przypadku-


Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 9231
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Czekolandia
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 13:54, 21 Lut 2007    Temat postu:

PIEGON napisał:
Zawsze( tzn. od kiedy przewróciłam sie z kochanym koniem...następstwem było szycie nogi konie) jak czuje że nie dam rady z siodła - zsiadam, czując grunt pod nogami jestem bardziej zdecydowana i spokojna... Różnie to bywa bo czasami pomaga "wysiedzenie" wybryków konia, ale tylko wtedy gdy jestem pewna tego co robie:)

A to ciekawe podejście. Bo mówiąc szczerze, ja jestem przekonana, że lepiej jestem w stanie poradzić sobie z koniem z siodła niż z ziemi... Ale to może kwestia różnicy pomiędzy klasyką a naturalsami? Kwadratowy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hugh_h
Nie kapelusz zdobi kowboja ;)


Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 966
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: k.Radzymina
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 14:00, 21 Lut 2007    Temat postu:

jak dla mnie to trochę zaskakujące to zeskakiwanie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
PIEGON



Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 144
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 14:05, 21 Lut 2007    Temat postu:

Nie jestem naturalsem:) Uczę się na własnych błędach lub podgladając innych. Wydaje mi się że to zależy od relacji jakie się ma z danym koniem. Też czasem mam poczucie że z siodła więcej można zdziałać, jednak w sytuacji stresowej uważam że lepiej zsiąśc niż zrobić sobie albo rumakowi krzywde:) Oczywiście nie chodzi mi tutaj o pozostawienie problemu bez rozwiazania.Traktuję to tylko jako chwilowe ratowanie sytuacji.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
PIEGON



Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 144
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 14:07, 21 Lut 2007    Temat postu:

hugh_h możesz konkretniej? Wesoly Co się dziwi? Może robie coś zle, chętnie posłucham rad. Chodzi ci o zeskakiwanie w stresujących sytacjach, kiedy nie można już opanować emocji? Czy zeskakiwanie z iskry w lesie jak ruszy i cofanie jej?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hugh_h
Nie kapelusz zdobi kowboja ;)


Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 966
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: k.Radzymina
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 14:16, 21 Lut 2007    Temat postu:

niekoniecznie źle, tyle że ja bym tak nie robił, starałbym się uspokoić konia siedząc na nim, ewentualnie cofał siedząc na koniu, gdyby były problemy z zatrzymaniem to bym założył zwykły kantar, do niego przypiął linkę i wtedy można bez obaw za nią pociągnąć

moja druga wersja to postarać się rozwiązać problem praca z ziemi,
to moje zadnie, niekoniecznie lepsze, niekoniecznie gorsze, po prostu inne Wesoly
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dekster
Mam większego konia niż OSM :P


Dołączył: 23 Gru 2005
Posty: 1774
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Płaskowyż tarnowski

PostWysłany: Czw 8:30, 22 Lut 2007    Temat postu:

Właśnie,co z tym zsiadaniem,już raz o to pytałam.
Z tego co czytałam to zsiadanie dla konia nie ma być przyjemnością a niewygodą.KOń sie nie moze nauczyć"baba z wozu..." tylko,że doprowadzenie do tego,ze jeździec musi zsiąść oznacza tą:niewygodę" w postaci wykonywania jakiegoś ćwiczenia.
Ja jak czyje,że koń mi zaras eksploduje to zsiadam.NAtomiast,gdy przykładam rękę-serce bije mu normalnie to znaczy,że jest do przepchania przez stracha.Wolę zejść,przejść 10 m na piechotę i wsiąść,niż
leżeć potem w szpitalu.KOń to tylko koń,najpokojniejszemu wierzyć nie można.Z ręki jestem go w stanie zatrzymać,jeszcze nigdy mi sie nie wyrwał,najwyżej wróci sam do domu.Zadziwiające jest jak szybko zyskuja na pewności,gdy tylko się zejdzie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
martik
-admin z przypadku-


Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 9231
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Czekolandia
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 10:26, 22 Lut 2007    Temat postu:

Dekster napisał:
Z ręki jestem go w stanie zatrzymać,jeszcze nigdy mi sie nie wyrwał,najwyżej wróci sam do domu.

To Ci Dekster gratuluję Wesoly Bo mnie się wyrywały konie i to najczęściej wraz z moim stawem barkowym Mruga
A na poważnie, ja się pewniej czuję w siodle- mam do dyspozycji nie tylko wodze, rękę ale przede wszystkim dosiad, ciężar na grzbiecie końskim, łydki po bokach.
Ale to może nauka wyniesiona ze stajni... Bo nas zawsze uczono, że trzeba siedzieć w siodle jak coś się dzieje, nie daj Boże złazić i próbować utrzymać konia w ręku.

A jeszcze wracając do przemyśleń na temat tego, co jest najważniejsze w pracy z końmi... Hugh pisze o spokoju, Piegon pisze o spokoju... Ja się do tego przychylę, choć u mnie to nadal jest na drugim miejscu, zaraz po wyczuciu Mruga Ale powiem Wam szczerze, że u mnie z tym spokojem to różnie bywa. Teraz jest lepiej, więcej przeżyłam, więcej doświadczyłam. Ale na początku, to była tragedia. Koń się wystraszył, podgalopował a ja już siedziałam sztywna jak kołek. Bałam się okropnie. I chyba najgorszym wrogiem mojego procesu nauczania była moja własna wyobraźnia Siadałam w siodło i w głowie przelatywało mi tysiąc myśli, typu: co złego może mi i koniowi się stać....
I wczoraj, oglądając na filmie jak Karino ponosi Panią Weterynarz też miałam dreszcze i też się bałam ale już bylo lepiej jupi Bo mam na tyle trzeźwy umysł, że rozmyślałam: a dlaczego ona na łące koła nie kręci, a dlaczego siedzi tak, że mu pomaga w tym pędzie?
Mam zatem pytanie: czy Wy też miewacie jakieś takie obawy o swoje i konia życie? Czy to przejdzie jeszcze bardziej, wraz z latami spędzonymi w siodle? Czy można się kiedyś nauczyć tak bardzo ufać koniowi, żeby bezpiecznie pojechać z nim na przejażdżkę bez wędzidła w pysku? Przyznam się, że ja póki co bym się na to nie odważyła.
A może to dlatego, że nie mam własnego konia?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Stajenka Strona Główna -> Boks 1: BIEGALNIA Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
Strona 1 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin